środa, 2 lipca 2014

Rozdział 6


- Co ty tu do jasnej cholery robisz ?! - krzyknęłam na chłopaka, który stał w progu lustrując mnie wzrokiem z zadziornym uśmieszkiem. Przyrzekam, że kiedyś zdrapię ten jego szczękościsk z twarzy.
- Też cię miło widzieć, Angel - ominął mnie w przejściu i wszedł jak do siebie. - Nic tu się nie zmieniło - szepnął do siebie i pewnie myślał, że nie usłyszę. Mylił się. Tylko co to miało znaczyć ? Nic tu się nie zmieniło. Czyżby bywał tu kiedyś ? Nie wiem.
- Czy mógłbyś mi odpowiedzieć co tu robisz ? - zapytałam. Chłopak odwrócił się w moją stronę gdyż stał do mnie plecami. Zbliżył się do mnie na dość niebezpieczną odległość. Prawie stykaliśmy się nosami. Zrobiłam duży krok w tył, a moje plecy spotkały się z zimną ścianą. Ryan zaśmiał się i znów się przybliżył.
- Bądź gotowa na 18. - szepnął mi do ucha i niby "przypadkowo" musnął jego płatek ustami. Zarumieniłam się. Zresztą jak zawsze. Odsunął się ode mnie tak, że w końcu mogłam wypuścić powietrze z płuc. Nawet nie wiem kiedy je wstrzymałam. - Do zobaczenia - mruknął i puścił mi oczko. Co to w ogóle było ? No nic. Westchnęłam lekko, po czym odepchnęłam się od ściany i ruszyłam w stronę schodów. Weszłam do pokoju Alex i Jake po rzeczy dla niej. Z szafy wyciągłam małą torbę. Wpakowałam do niej: kilka koszulek, spodnie. bieliznę jakąś bluzę i dwa swetry. Potem udałam się do łazienki po kosmetyczkę. Zeszłam na dół. Weszłam do kuchni i zabrałam stąd talerzyk, kubek i szczućce. Zapakowałam je w sreberko i włożyłam do jakiegoś woreczka i zawiązałam. Zapakowałam wszystko i ruszyłam do przed pokoju. Ubrałam buty. Zarzuciłam na plecy kurtkę, chwyciłam kluczyki i torbę. Wyszłam z domu zakluczając go na cztery spusty. Kiedy znalazłam się przy aucie, torbę położyłam na tylne siedzenie, a sama usiadłam za kierownicę. Koło szpitala znalazłam się w przeciągu 10 minut. Wychodząc z samochodu zabrałam torbę i skierowałam się w stronę wejścia.  PO chwili stałam już pod drzwiami sali Alex. otworzyłam je cichutko. Zobaczyłam chłopaka, który spał z głową położoną na brzuch blondynka, ta zaś głaskała go po głowie i płakała. Jej wzrok powędrował na mnie, ale zaraz odwróciła go w stronę okna.
- Alex, co się dzieje ? Dlaczego płaczesz ? - podeszłam do łóżka i przysiadłam się obok na krzesło. Z oczu łzy leciały co raz bardziej. Spuściła głowę i zakryła twarz. - Proszę, Alex..
- Zostałam zgwałcona - szepnęła. Zaraz.. Co ?
- Ale jak to ? - krzyknęłam. Jake zaczął się powoli budzić. No jeszcze mi tu jego brakowało.
- Co się dzieję ? Angel, co tak krzyczysz ? - przetarł swoje zaspane oczy. Zerkał raz na mnie, raz na dziewczynę.
- Ja mam mu powiedzieć czy ty to zrobisz ? - spytałam.
- Angel, proszę.. - próbowała coś powiedzieć, ale jej przerwałam.
- Ale on musi wiedzieć - złapałam Alex za dłoń i zaczęłam lekko ją pocierać.
- Ale o czym do jasnej cholery ?! - krzyknął zdezorientowany chłopak. Wiem, że Alex będzie zła. Ale muszę to powiedzieć.
- Zgwałcili ją - chłopak momentalnie stanął jak słup i wpatrywał się we mnie z otwartą buzią.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś ? - znów usiadł i spojrzał na blondynkę. Ta tylko wzruszyła niewinnie ramionami.
- Bałam się - westchnęła.

***

Jest 17. A ja siedzę siedzę na podłodze, a w około porozrzucane są ciuchy.W końcu wybrałam TO. poszłam do łazienki wziąść kąpiel, zrobić makijaż i ułożyć fryzurę. Wyszłam po 30 minutach. Chwyciłam sukienkę i powoli zaczęłam ją ubierać. Narzuciłam na siebie żakiet, a na nogi wsunęłam szpilki. Przejrzałam się jeszcze w lustrze, które wisiało w pokoju. Stwierdziłam, że wyglądam nawet znośnie. Poprawiłam jeszcze swoje loki i udałam się ku schodom. Ledwie położyłam stopę na ostatni schodek, gdyż po domu rozszedł się dźwięk dzwonka. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. W nich stał brunet. Ubrany był w zwykłe czarne rurki z dziurami, białą koszulę i kurtkę. Ale i tak wyglądał nieziemsko przystojnie.
- Witaj, Angel - uśmiechnął się szeroko. Na jego polikach pojawiły się takie słodkie dołeczki.
- Cześć - odwzajemniłam uśmiech lekko rumieniąc się.
- Idziemy ? - spytał. Kiwnęłam tylko głową na tak. Chwyciłam jeszcze tylko torebkę i kluczę. Wyszłam za drzwi zamykając je na klucz. Odwróciłam się no loczka, który złapał mnie za rękę i poprowadził do samochodu. Jak na dżentelmena przystało otworzył mi drzwi. Podziękowałam uśmiechem po czym usiadłam w fotelu pasażera. Ryna obszedł auto dookoła i zajął miejsce za kierownicą.
- Dokąd mnie zabierasz ? - spytałam zapinając pasy.
- Niespodzianka.
__________________________________________________________________

Rozdział, szczerze do dupy. Nie podoba mi się. Jest jakiś taki nijaki. Nie mam w nim tego czegoś. Nie miałam na niego pomysłów. Kompletna pustka. Nawet nie jest sprawdzony. Pisałam go na szybko. Więc za jakiekolwiek błędy ortograficzne, interpunkcyjne i językowe przepraszam. Na następny poświęcę trochę więcej czasu. Postaram się do niedziel dodać nowy. Ale wiecie jak to z moimi obietnicami :) Nigdy nic nie wiadomo. 
Zachęcam do komentowania. To bardzo motywuje. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz