czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 1.

Je-je-je-jest nowy rozdział ! Mam nadzieje, że się spodoba. Jest trochę krótki, ale postaram się żeby kolejny był dłuższy. Nowy pojawi się jak po tym będą co najmniej 3 komentarze.
Rozdział dedykuje mojej przyjaciółce <3 
___________________________________________________________________________
Strój Angel 

Obudziłam się o dziwo w dobrym nastroju. Spojrzałam na telefon leżący na szafce nocnej. który wskazywał godzinę 8:30. Nie chętnie zwlokłam się z łóżka i poczłapałam do łazienki, by się ubrać. Uczesałam się w luźnego koka i zeszłam na śniadanie.
- Dzień dobry, mamo - przywitałam się z moją rodzicielką całusem w policzek i uśmiechnęłam się promiennie.
- Dzień dobry, słoneczko - mama odwzajemniła uśmiech - Siadaj do stołu. Zaraz podam naleśniki - oznajmiła po czym podeszła do kuchenki dokończyć robić śniadanie.
- Dobrze - usiadłam i przyglądałam się jak moja kochana rodzicielka krząta się po kuchni. Po chwili do kuchni wszedł jak zawsze uśmiechnięty tata.
- Dzień dobry kochanie - przywitał się z mamą tak samo jak ja. - Witaj córeczko - podszedł do mnie i przytulił.
- Witaj tato - odwzajemniłam uścisk, po czym usiadłam z powrotem do stołu.
- Proszę, kochanie śniadanko - przed moim nosem pojawił się ogromny talerz z górą naleśników z nutellą, bitą śmietaną i truskawką na samej górze. - Smacznego - uśmiechnęła się i zasiadła do stołu.
- Dziękuję - odparłam, po czym wepchnęłam do buzi całego naleśnika.
- Angel, słuchaj. Postanowiliśmy z mamą, że na ostatni miesiąc wakacji pojedziesz do Los Angeles do brata - ciszę przerwał mój tata. Co ? Że niby mam spędzić z bratem ostatni miesiąc wakacji ? No chyba nie ! - Spokojnie, nie pojedziesz sama. Pojedzie z Tobą Alex. Także nie będziesz sama - ojciec chyba wyczuł o czym myślę bo szybko dodał, że nie pojadę sama. Chyba zapomniałam wspomnieć, że Alex i mój brat się spotykają.
- Ale ja nie chcę tam jechać - założyłam ręce na piersi i zrobiłam naburmuszoną minę. Pewnie wyglądałam jak małe naburmuszone dziecko, ale nie przejmowałam się tym.
- My z tatą wyjeżdżamy na miesiąc na Hawaje, a sama w domu na pewno nie zostaniesz. Więc albo jedziesz do brata, albo jedziesz na wieś do ciotki Dolores - rozkazała matka. Ugh.. Ciocia Dolores. Najgorsza z najgorszych ciotek na świecie. - No to co wybierasz ? Spędzić resztę wakacji z bratem i najlepszą przyjaciółką w LA, czy z ciocia na wsi ? - moja rodzicielka chytrze się uśmiechnęła. Już wiedziała, że wygrała.
- Och. No dobra to kiedy wylot ? - spytałam ze zrezygnowaną miną.
- Za jakieś 3-4 godziny - wzruszył ramionami tata.
Strój Angel 
- Co ?! Za 3 godziny ? Nie zdążę się spakować ! - prawie spadłam z krzesła i ruszyłam na górę schodami. Za moimi plecami usłyszałam tylko głośny śmiech rodziców. Wparowałam do sypialni, po czym wbiegłam do garderoby i zaczęłam się pakować. Oczywiście musiałam zostawić sobie jakiś zestaw na przebranie. Po skończeniu pakowania pobiegłam do łazienki się przebrać. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Szybko pozbierałam kosmetyki i te inne kobiece bzdety i powróciłam do pokoju by je spakować. Wszystkie te czynności zajęły mi jakieś 1,5 godziny. Zeszłam z walizkami na dół. Zostawiłam je w korytarzu i poszłam do rodziców do salonu.
- Kiedy przyjdzie Alex ? - zapytałam siadając na kanapie.
Strój Alex 
- Zaraz powinna być - po wypowiedzeniu tych słów przez mamą po domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Zerwałam się z kanapy i poszłam otworzyć. W drzwiach stała drobna blondynka ubrana w piękną kremową spódniczkę, czarną koszulkę na ramiączkach, żółtym sweterkiem z krótszym wycięciem w tyle, a dłuższym w przodzie, rajstopach i zamszowych kozakach przed kolana.
- Hej Angel - dziewczyna przytuliła mnie.
- Hej Alex - odwzajemniłam uścisk.
- Nie sądziłam, że się zgodzisz na ten wyjazd - powiedziała, po czym weszła do środka. - Dzień dobry, państwu - krzyknęła do moich rodziców, którzy cały czas siedzieli w salonie.
- Witaj Alex - usłyszeliśmy głos mojej mamy z pokoju. - No daj chodźcie się pożegnać, bo zaraz spóźnicie się na samolot - moi rodzice wyszli do przedpokoju i zaczęli nas tulić i mówić, że mamy uważać na siebie.
- Do widzenia dziewczynki ! Dobrej drogi ! - jeszcze krzyknęła mama kiedy wsiadałyśmy do taksówki.
Po jakiś 10 minutach byłyśmy już pod lotniskiem. Na lotnisku nie było tłumów więc szybko przeszłyśmy przez bramkę i już po jakiś 5 minutach siedziałyśmy w samolocie. Miałam miejsce pod oknem, więc widziałam jak wzbijamy się ku górze. Mam lęk wysokości, więc szybko odwróciłam głowę w stronę mojej jak zawsze radosnej przyjaciółki.
- Coś się stało - zapytała zmartwiona.
- Nie to tylko lęk wysokości - wzruszyłam lekko ramionami.
- To może się prześpisz ? - uśmiechnęła się już chyba po raz setny dzisiaj.
- Dobry pomysł - posłałam jej ciepły uśmiech i oparłam się wygodniej w fotelu. Po kilku minutach odleciałam w głęboki sen .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz