_________________________________________________________________________
Pewnie zastanawiacie się co teraz ? Teraz siedzę na tym z jednych krzesełek na korytarzu. Mój makijaż jest cały rozmyty. Ciekawe dlaczego ? Przez pierwsze dwa dni było okej. Jej stan zdrowia zaczął się poprawiać. Rany pomyślnie się goiły. Nawet mieli ją w tym tygodniu wypuścić do domu. Ale jak zawsze musiało coś pójść nie tak:
"Jak co dzień rano razem z bratem jechaliśmy do szpitala. Uśmiechnięci i pochłonięci rozmową o pogodzie i innych bzdetach wkroczyliśmy na oddział. Już na początku korytarza było słychać jakieś krzyki i piski dobiegające z sali Alex. Wymieniliśmy z Jake'm spojrzenia i podbiegliśmy pod salę. Akurat wychodził z niej lekarz prowadzący.
- Co się stało ? - zapytał się chłopak.
- Niestety rany się otworzyły i trzeba drugi raz operować - oznajmił i już chciał odchodzić ale szybko szarpnęłam go za ten jego kitel. Znów stał twarzą w twarz ze mną.
- Ale jak to ? Przecież rany się powoli goiły ! - krzyknęłam zdesperowana i zdenerwowana zarazem. W moich oczach zbierały się łzy, które chciały ujrzeć światło dzienne, ale próbowałam za wszelką cenę je powstrzymać. Nie udało mi się..
- Goiły to nie znaczy, że się zagoiły. W niektórych przypadkach mogą się otworzyć. A teraz przepraszam, ale muszę się przygotować do operacji - spojrzał się znacząco na mnie po czym odszedł.
Oczywiście zalałam się rumieńcem.
- Kurdę, przecież miało być okej ! - Jake krzyknął i walnął pięścią w ścianę pod wpływem uderzenia zostało w niej małe zagłębienie. Oparł się o ścianę i zjechał po niej zanosząc się płaczem. Zrobiło mi się go żal. Podeszłam do niego i przykucnęłam kładąc swoje dłonie na jego kolana, żeby nie stracić równowagi. - Spójrz na mnie - chłopak nie reagował więc spróbowałam czegoś innego. Chwyciłam jego podbródek i przekręciłam tak, że patrzał mi prosto w oczy. - Wszystko będzie dobrze, rozumiesz ?! Musimy wierzyć !
- Angel, przecież sama w to nie wierzysz - wyszeptał cicho, po czym wstał i usiadł na jednym z krzesełek. Poszłam w jego ślady i sama zaniosłam się płaczem."
Siedzimy ty już prawie trzy godziny, a Alex dalej operują. Nawet żadem lekarz nie przyszedł i nie powiedział jak idzie operacja. To ja z Jake'm odchodzimy od zmysłów, a oni pewnie myślą jaką nitką zaszyć rany. Ach ta służba zdrowia.
- Ja pierdole ! Ile można robić tę pieprzoną operację ?! - chłopakowi zaczęły już puszczać nerwy. Szczerze mówiąc ja też już miałam dość. Wstał i zaczął chodzić w kółko, gestykulując przy tym rękoma. Kopał wszystko co tylko zauważył. Wstałam, podeszłam do niego i chwyciłam go za ramiona. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Człowieku, ogarnij się ! Wszystko będzie dobrze, tak ?! - powiedziałam i przytuliłam go. On odwzajemnił uścisk.
- Tak.. - wyszeptał mi do ucha, po czym wtulił się w zagłębienie pomiędzy szyją, a głową. Staliśmy tak dość długo. Nasze szyje były mokre od naszych łez. Cały czas szeptałam do ucha chłopaka, że wszystko będzie dobrze, choć sama w to do końca nie wierzyłam. Ale musiałam być dobrej myśli. No bo co by się stało jakby Alex nie przeżyła ? Nawet nie chcę o tym myśleć. Załamałabym się. Ale Jake chyba bardziej. Przecież to dziewczyna jego życia. Zawsze tak powtarzał. I teraz miała tak po prostu zniknąć ? Odejść z tego świata ? Rozpłynąć się w powietrzu ? Nie. Angel ! Nie wolno ci tak myśleć ! Wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze...
***
Po kolejnych dwóch godzinach chłopak już nie płakał. On wył. Jak małe dziecko. Skulił się w kącie i zaczął odmawiać jakąś modlitwę. Patrzyłam na to wszystko ze łzami w oczach. Nagle zza drzwi wyłonił się ten sam lekarz, który operował Alex. Wstałam szybko i podbiegłam do niego.
- Przepraszam, jak się czuję Alex Stepp ? - spytałam.
- Jest już lepiej. Udało nam się zamknąć rany. Powinno być już wszytko dobrze - uśmiechnął się lekko.
- A jak nie będzie ? - ni stąd, ni zowąd koło mnie znalazł się Jake. Lekarz zawahał się, ale w końcu odpowiedział:
- Trzeba być dobrej myśli... Można ją zobaczyć, ale na chwilę. Sala 56, piętro 2.
- Dziękujemy - odpowiedzieliśmy równo z chłopakiem, po czym udaliśmy się do wskazanej sali. Po drodze żadne z nas się nie odezwało. Kiedy doszliśmy z sali wychodziła pielęgniarka, która obdarzyła nas miłym uśmiechem. Chłopak wszedł pierwszy, a ja tuż za nim. Dziewczyna leżała podpięta do różnych dziwnych urządzeń, które trzymały ją przy życiu. Jake szybko podszedł do niej, złapał za rękę, pocałował w usta i usiadł obok na krześle. Także podeszłam do dziewczyny i pocałowałam ja w policzek.
- Pojadę do domu po jakiejś rzeczy dla Alex - oznajmiłam chłopakowi. Ten tylko pokiwał twierdząco głową. - Mógłbyś mi dać kluczyki ? - zapytałam się chłopaka.
- A tak już - szybko wstał i wyjął z tylnej kieszeni spodni kluczyki. Uśmiechnęłam się i wyszłam. Ruszyłam w kierunku auta. Kiedy znalazłam się przy nim otworzyłam je i zajęłam miejsce kierowcy. Droga zajęła mi 10 minut. Wychodząc z samochodu zakluczyłam go. Taki nawyk. Podeszłam do drzwi wejściowych i od kluczyłam je. Ściągnęłam buty i kurtkę, którą powiesiłam na wieszaku w przed pokoju. Skierowałam się w stronę schodów, ale kiedy postawiłam jedną nogę na stopniu ktoś zadzwonił do drzwi. Przeklnęłam pod nosem i poszłam otworzyć.
- Witaj, piękna...
- Ja pierdole ! Ile można robić tę pieprzoną operację ?! - chłopakowi zaczęły już puszczać nerwy. Szczerze mówiąc ja też już miałam dość. Wstał i zaczął chodzić w kółko, gestykulując przy tym rękoma. Kopał wszystko co tylko zauważył. Wstałam, podeszłam do niego i chwyciłam go za ramiona. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Człowieku, ogarnij się ! Wszystko będzie dobrze, tak ?! - powiedziałam i przytuliłam go. On odwzajemnił uścisk.
- Tak.. - wyszeptał mi do ucha, po czym wtulił się w zagłębienie pomiędzy szyją, a głową. Staliśmy tak dość długo. Nasze szyje były mokre od naszych łez. Cały czas szeptałam do ucha chłopaka, że wszystko będzie dobrze, choć sama w to do końca nie wierzyłam. Ale musiałam być dobrej myśli. No bo co by się stało jakby Alex nie przeżyła ? Nawet nie chcę o tym myśleć. Załamałabym się. Ale Jake chyba bardziej. Przecież to dziewczyna jego życia. Zawsze tak powtarzał. I teraz miała tak po prostu zniknąć ? Odejść z tego świata ? Rozpłynąć się w powietrzu ? Nie. Angel ! Nie wolno ci tak myśleć ! Wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze...
***
Po kolejnych dwóch godzinach chłopak już nie płakał. On wył. Jak małe dziecko. Skulił się w kącie i zaczął odmawiać jakąś modlitwę. Patrzyłam na to wszystko ze łzami w oczach. Nagle zza drzwi wyłonił się ten sam lekarz, który operował Alex. Wstałam szybko i podbiegłam do niego.
- Przepraszam, jak się czuję Alex Stepp ? - spytałam.
- Jest już lepiej. Udało nam się zamknąć rany. Powinno być już wszytko dobrze - uśmiechnął się lekko.
- A jak nie będzie ? - ni stąd, ni zowąd koło mnie znalazł się Jake. Lekarz zawahał się, ale w końcu odpowiedział:
- Trzeba być dobrej myśli... Można ją zobaczyć, ale na chwilę. Sala 56, piętro 2.
- Dziękujemy - odpowiedzieliśmy równo z chłopakiem, po czym udaliśmy się do wskazanej sali. Po drodze żadne z nas się nie odezwało. Kiedy doszliśmy z sali wychodziła pielęgniarka, która obdarzyła nas miłym uśmiechem. Chłopak wszedł pierwszy, a ja tuż za nim. Dziewczyna leżała podpięta do różnych dziwnych urządzeń, które trzymały ją przy życiu. Jake szybko podszedł do niej, złapał za rękę, pocałował w usta i usiadł obok na krześle. Także podeszłam do dziewczyny i pocałowałam ja w policzek.
- Pojadę do domu po jakiejś rzeczy dla Alex - oznajmiłam chłopakowi. Ten tylko pokiwał twierdząco głową. - Mógłbyś mi dać kluczyki ? - zapytałam się chłopaka.
- A tak już - szybko wstał i wyjął z tylnej kieszeni spodni kluczyki. Uśmiechnęłam się i wyszłam. Ruszyłam w kierunku auta. Kiedy znalazłam się przy nim otworzyłam je i zajęłam miejsce kierowcy. Droga zajęła mi 10 minut. Wychodząc z samochodu zakluczyłam go. Taki nawyk. Podeszłam do drzwi wejściowych i od kluczyłam je. Ściągnęłam buty i kurtkę, którą powiesiłam na wieszaku w przed pokoju. Skierowałam się w stronę schodów, ale kiedy postawiłam jedną nogę na stopniu ktoś zadzwonił do drzwi. Przeklnęłam pod nosem i poszłam otworzyć.- Witaj, piękna...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz